sobota, 8 grudnia 2012

Przygoda z Ombre Hair

Ombre hair, czyli rozjaśnianie końcówek w celu uzyskania naturalnego efektu stopniowanego koloru. No właśnie, naturalnego. Wakacje 2012 - istny szał na jaśniejsze końcówki, blondy i cała reszta kolorów tęczy. Nie mogłam się oprzeć wypróbowania tego na sobie zwłaszcza, że znudziły mi się już ciemne odcienie. Jak zwykle udałam się do fryzjerki ze zdjęciem ( obawiam się, że inaczej nikt nie zrozumie mojej wizji :) ), cały zabieg trwał około 3 godzin. Metoda jaką stosowała fryzjerka była dość "specyficzna", tapirowanie włosów od końcówek i traktowania kosmyków pozostałych w ręku rozjaśniaczem. Nie muszę chyba dodawać jak przyjemne było późniejsze rozczesywanie powstałego afro. Następnie fryzjerka nałożyła ciemniejszą farbę od góry, starając się delikatnie stonować granice łączenia się dwóch odcieni. Moja reakcja na zobaczenie się w lustrze po wysuszeniu włosów - szok. Fryzura nie przypominała ani trochę tej na zdjęciu. Na głowie miałam dosłownie ciemny brąz i żółty odcień blondu na końcówkach. Oczywiście nie wyszłam tak z salonu, więc fryzjerka nałożyła na włosy peeling enzymatyczny, którego zapach pamiętam do dzisiaj ( tyle chemii, że konia by powalilo :) ) Już po 3 minutach miałam myte włosy. I znów... efekt piorunujący. W lustrze zobaczyłam bohaterkę filmu "Ania z Zielonego Wzgórza" , włosy stały się marchewkowo-rude.Ciśnienie od razu mi wzrosło,a oczy prawie zalały się łzami... Fryzjerka wykazała się inteligencją i zrozumiała, że chyba to nie to czego obie się spodziewałyśmy. Kolejny raz nałożyła farbę od nasady włosów, na jakieś 5 minut. Ostateczny efekt był nadal nie taki jaki wymarzyłam sobie w głowie, ale był najlepszą opcją jaką zaproponowała mi fryzjerka...  Do domu wróciłam wściekła, zapłaciłam 150 złotych, miałam zniszczone włosy od farbowania i rozjaśniania ich 3 razy pod rząd. Masakra. Pierwsze tygodnie nie mogłam patrzeć na swoje włosy, różnica między ciemną górą i jasnym dołem biła po oczach. Zadowalające efekty nadeszły dopiero po miesiącu od farbowania, fryzura codziennie traktowana dużą ilością słońca i regularnie myta szamponem przeciwłupieżowym ( szybko wypłukuje ciemne kolory ). Ciemny czekoladowy brąz spłukał się do ładnego, jaśniejszego odcienia zgrabnie wtapiającego się w blond końcówki. Na zdjęciu możecie zobaczyć rezultaty moich katuszy :)  Jestem dowodem na to, że nie zawsze to czego oczekujemy od fryzjerów będzie widoczne zaraz po przekroczeniu progu salonu. Fakt, że trafiłam na dość niekompetentną fryzjerkę, ale ze swoim samozaparciem osiągnęłam to czego chciałam. Ale dość już o mnie.

 
Ombre nie lubi: 
  • cienkich włosów
  • źle ściętych włosów
  • zaniedbanych i przesuszonych włosów
Jeżeli na któryś z punktów odpowiedziałaś twierdząco, dobrze się zastanów przed zrobieniem cudownego Ombre. Poniżej kilka przykładów jak moim zdaniem powinno i nie powinno wyglądać to cacko na włosach.


 Fatalnie! Włosy wyglądają jakby były rozjaśnione od linijki, co więcej różnica między kolorami jest zbyt drastyczna. 



 










Tak, tak, tak ! Pięknie dograne kolory, ciężko dostrzec granice. Takich ombre Wam wszystkim życzę! 


Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że moje doświadczenia na coś się wam przydadzą. Pozdrawiam z mroźnego Podlasia, do usłyszenia!

czwartek, 6 grudnia 2012

Scena 1 - Kamera! - Akcja!

Na swoim blogu wita Was Zuzia. Moja przygoda z blogowaniem zaczyna się właśnie dzisiaj, mam zamiar pokazać Wam jak za wyglądać pięknie, nie wydając przy tym fortuny.

  
  ZUZIA: Studentka filologi angielskiej, nie potrafi przejść obojętnie obok sklepu z kosmetykami. Dzień bez makijażu to dzień stracony!